BCD · ŚWIADOMA RELACJA

Czy można troszczyć się o relację za dwoje?

Kiedy troska staje się nadodpowiedzialnością

Możesz uczyć się dialogu, lepiej rozumieć partnera i podejmować próby odbudowy więzi. Możesz rozwijać samoświadomość, rozpoznawać własne reakcje, pracować z emocjami i coraz uważniej przyglądać się temu, co wydarza się między Wami.

Ale czy przyglądasz się również temu, na ile odpowiedzialność za relację jest rzeczywiście wzajemna?

Czasami człowiek wkłada w związek coraz więcej wysiłku, wierząc, że jeśli jeszcze lepiej zrozumie, jeszcze spokojniej wyjaśni, jeszcze cierpliwiej poczeka — wreszcie uda się stworzyć bliskość, której pragnie.

A jednak może przyjść chwila, w której warto zapytać:

Czy nadal troszczę się o naszą relację, czy próbuję samodzielnie wykonać pracę, która wymaga dwojga ludzi?

To jedno z ważniejszych pytań filozofii BCD.

Zamyślona kobieta przy oknie, w chwili spokojnej refleksji nad własnymi potrzebami i granicami.
Refleksja nad własnymi potrzebami może być początkiem przywracania równowagi.

ROZRÓŻNIENIE

Troska jest wartością. Nadodpowiedzialność może stać się ciężarem.

Troska pozwala nam dostrzegać potrzeby drugiego człowieka, odpowiadać na jego trudności i uwzględniać go w naszych decyzjach.

Jest jednym z fundamentów bliskości.

Problem nie polega więc na tym, że troszczymy się za bardzo.

Pojawia się raczej wtedy, gdy troska stopniowo przestaje uwzględniać nas samych, a odpowiedzialność za wspólne życie zaczyna przekraczać granice naszego rzeczywistego wpływu.

Możemy wtedy czuć się odpowiedzialni za nastrój partnera, powodzenie każdej rozmowy, zapobieganie konfliktom, utrzymywanie bliskości, a nawet za to, czy druga osoba podejmie pracę nad sobą.

Zaczynamy nie tylko uczestniczyć w relacji, lecz również nieustannie ją podtrzymywać.

To subtelna granica.

TROSKA

„Co mogę wnieść do naszej relacji?”

Jest w niej miejsce na wolność, wybór i wzajemność.
NADODPOWIEDZIALNOŚĆ

„Co jeszcze muszę zrobić, żeby nasza relacja się nie rozpadła?”

Może pojawić się przymus, lęk i poczucie, że wszystko zależy ode mnie.

ŹRÓDŁA WZORCA

Skąd może brać się nadodpowiedzialność?

Nie zawsze jest ona świadomym wyborem.

Czasami rozwija się bardzo wcześnie, kiedy uczymy się, że bezpieczeństwo, akceptacja lub bliskość zależą od naszej zdolności do przewidywania nastrojów innych ludzi, łagodzenia napięć i dostosowywania się do ich potrzeb.

Być może w przeszłości trzeba było zachowywać spokój, kiedy ktoś inny przeżywał silne emocje.

Być może ważne było niedopuszczanie do konfliktów, rozpoznawanie niewypowiedzianych oczekiwań albo przejmowanie odpowiedzialności, której nikt wprost nam nie powierzył.

Takie sposoby reagowania mogły kiedyś pomagać odnajdywać się w trudnych okolicznościach.

W dorosłej relacji mogą jednak działać automatycznie — nawet wtedy, gdy nie są już potrzebne albo zaczynają nam szkodzić.

Możemy odczuwać napięcie, gdy partner jest niezadowolony. Możemy spieszyć z wyjaśnieniami, zanim jeszcze usłyszymy zarzut. Możemy mieć trudność z odmową, ponieważ cudze rozczarowanie staje się dla nas niemal nie do zniesienia.

Nie oznacza to, że każda osoba nadmiernie odpowiedzialna ma za sobą określone doświadczenia z dzieciństwa. Przyczyny mogą być różne, a podobne zachowania nie zawsze mają to samo znaczenie.

Ważne jest jednak rozpoznanie pewnej możliwości:

To, czego kiedyś nauczyliśmy się, aby chronić więź lub własne bezpieczeństwo, dzisiaj może utrudniać nam budowanie relacji opartej na wzajemności.

SYGNAŁY

Jak rozpoznać, że zaczynam dźwigać relację za dwoje?

Nadodpowiedzialność nie zawsze objawia się spektakularnym poświęceniem.

Często składa się z drobnych, powtarzających się zachowań.

Być może to Ty niemal zawsze inicjujesz rozmowy po konflikcie.

To Ty próbujesz zrozumieć, dlaczego druga osoba zachowała się w określony sposób.

To Ty szukasz książek, warsztatów, narzędzi i rozwiązań.

To Ty zastanawiasz się, jak wypowiedzieć trudną prawdę, aby partner nie poczuł się zagrożony, zraniony lub odrzucony.

Może coraz częściej rezygnujesz z powiedzenia czegoś ważnego, bo przewidujesz reakcję drugiej osoby.

Może po każdej trudnej sytuacji analizujesz przede wszystkim własny udział, nawet kiedy odpowiedzialność nie leżała wyłącznie po Twojej stronie.

A może czujesz, że jeśli przestaniesz podejmować te wysiłki, między Wami zapadnie cisza.

Żaden z tych sygnałów, rozpatrywany osobno, nie przesądza o nadodpowiedzialności. W każdej relacji zdarzają się okresy nierównowagi, wymagające większego zaangażowania jednej osoby.

Warto jednak przyjrzeć się ich powtarzalności i temu, czy druga osoba również podejmuje własne działania.

Szczególnie ważne może być pytanie:

Co wydarzyłoby się w naszej relacji, gdybym przestał robić to, co dotychczas wykonywałem za nas oboje?

Nie chodzi o przeprowadzenie próby ani o celowe wycofanie troski, żeby sprawdzić partnera.

Chodzi o uczciwe rozpoznanie, jak wiele wspólnej przestrzeni zależy od jednostronnego wysiłku.

EMPATIA I GRANICE

Zrozumienie nie oznacza przejęcia odpowiedzialności

Kiedy rozwijamy samoświadomość, uczymy się dostrzegać wpływ wcześniejszych doświadczeń, stylów przywiązania, mechanizmów obronnych i emocjonalnych zranień na nasze zachowanie.

To cenna wiedza.

Może pomagać nam patrzeć na drugiego człowieka z większym współczuciem, zamiast sprowadzać go do jego trudnych zachowań.

Możemy zacząć rozumieć, dlaczego partner wycofuje się z kontaktu, reaguje napięciem, unika konfliktów lub ma trudność z wyrażaniem uczuć.

Ale tutaj pojawia się ważna granica.

Mogę dostrzegać czyjś lęk przed bliskością i jednocześnie uznawać własną potrzebę emocjonalnej obecności.

Mogę rozumieć, że komuś trudno rozmawiać o emocjach, i nadal potrzebować dialogu.

Mogę współczuć drugiemu człowiekowi z powodu jego doświadczeń, nie zgadzając się na poniżanie, lekceważenie lub przekraczanie moich granic.

Empatia nie musi prowadzić do usprawiedliwiania wszystkiego.

A wyjaśnienie, dlaczego coś się wydarza, nie zastępuje odpowiedzialności za to, co wydarzy się dalej.

Rozumienie przyczyn zachowania nie oznacza, że muszę godzić się na jego konsekwencje.

WŁASNY ROZWÓJ

Kiedy praca nad sobą staje się próbą zmieniania drugiego człowieka?

To jeden z bardziej paradoksalnych aspektów nadodpowiedzialności.

Możemy szczerze angażować się we własny rozwój, a jednocześnie nieświadomie oczekiwać, że dzięki temu zmieni się zachowanie partnera.

Jeśli będę spokojniejszy, może przestanie się wycofywać.

Jeśli nauczę się lepiej komunikować, może zacznie mnie słuchać.

Jeśli przestanę reagować emocjonalnie, może wreszcie będziemy mogli rozmawiać.

Własna praca może rzeczywiście zmienić dynamikę relacji. Sposób, w jaki reagujemy, wpływa przecież na to, co dzieje się między nami.

Nie daje jednak kontroli nad decyzjami drugiego człowieka.

Możemy stać się bardziej świadomi, spokojniejsi i bardziej autentyczni, a partner nadal może nie chcieć lub nie potrafić uczestniczyć w relacji w sposób, którego potrzebujemy.

Wtedy pojawia się kolejne ważne pytanie:

Czy rozwijam siebie, aby pełniej żyć zgodnie z własnymi wartościami, czy przede wszystkim po to, aby druga osoba wreszcie zaczęła zachowywać się inaczej?

Obie motywacje mogą przez pewien czas współistnieć. Warto jednak dostrzegać różnicę między nimi.

Mój rozwój należy do mnie.

Nie powinien stawać się kolejnym obowiązkiem, który wykonuję w imieniu nas obojga.

WSPÓŁDZIELONA ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Wzajemność nie oznacza matematycznej równości

W BCD mówimy o wzajemnej, świadomej trosce.

Nie oznacza to jednak, że każde z nas powinno każdego dnia wnosić do związku dokładnie tyle samo czasu, energii i zaangażowania.

Życie przynosi okresy choroby, przeciążenia, kryzysów, zmian zawodowych i osobistych.

Czasami jedna osoba potrzebuje więcej wsparcia, a druga może go więcej zaoferować.

W dojrzałej relacji istnieje miejsce na taką nierównowagę.

Różnica między wsparciem a chroniczną nadodpowiedzialnością nie polega więc wyłącznie na ilości wysiłku.

Ważniejsze jest pytanie, czy oboje uznajemy wspólną odpowiedzialność za relację, nawet jeśli w danym momencie możemy realizować ją w różnym zakresie.

Czy dostrzegamy wzajemne potrzeby?

Czy potrafimy rozmawiać o obciążeniach?

Czy istnieje gotowość do przyjmowania odpowiedzialności za własne zachowania?

Czy osoba, która otrzymuje wsparcie, uznaje wysiłek drugiej?

Czy możemy mówić o nierównowadze bez zamieniania rozmowy w oskarżenie?

Wzajemność nie jest rachunkiem zasług.

Jest sposobem wspólnego uczestniczenia w relacji.

GRANICE A BLISKOŚĆ

Granica nie jest wycofaniem miłości

Dla osoby przyzwyczajonej do nadodpowiedzialności postawienie granicy może być trudne.

Może pojawić się poczucie winy, lęk przed odrzuceniem albo przekonanie, że odmowa oznacza brak troski.

Tymczasem granica może być właśnie sposobem przywracania trosce jej właściwego znaczenia.

Takie komunikaty nie gwarantują porozumienia.

Nie sprawią też automatycznie, że druga osoba zmieni zachowanie.

Mogą jednak pomóc nam pozostać w zgodzie ze sobą i uczciwie ujawniać warunki, w których jesteśmy gotowi budować bliskość.

„Chcę z Tobą rozmawiać, ale nie chcę prowadzić tej rozmowy w sposób, który nas rani”.

„Rozumiem, że jest Ci trudno. Chcę Cię wspierać, ale nie mogę podjąć tej decyzji za Ciebie”.

„Nasza relacja jest dla mnie ważna. Potrzebuję jednak widzieć, że oboje angażujemy się w jej tworzenie”.

Granica nie musi oznaczać odejścia od drugiego człowieka. Czasami oznacza powrót do siebie.

A dopiero z tego miejsca możemy świadomie zdecydować, jaki kontakt jest możliwy.

UZNAĆ GRANICE WPŁYWU

Nie muszę być wystarczająco dobry za dwoje

Być może najtrudniejszy moment przychodzi wtedy, kiedy uświadamiamy sobie, że nasze starania mają granice.

Możemy nauczyć się lepiej rozmawiać.

Możemy zrozumieć własne wzorce, rozpoznać lęki i nauczyć się wyrażać granice.

Możemy wnieść do relacji bardzo wiele.

Ale nie możemy samodzielnie stworzyć wzajemności.

Nie możemy podjąć decyzji o zaangażowaniu za drugiego człowieka.

Nie możemy również sprawić, że ktoś będzie gotowy budować taką samą relację, jakiej my pragniemy.

Uznanie tego nie musi oznaczać rezygnacji z miłości.

Może oznaczać rezygnację z przekonania, że powodzenie całego związku zależy od tego, czy wystarczająco się postaram.

Świadoma relacja nie wymaga, abym stał się wystarczająco dobry za dwoje. Potrzebuje gotowości dwojga ludzi do jej współtworzenia.

PIĘĆ PYTAŃ DO REFLEKSJI

Zatrzymaj się przy pięciu pytaniach

Nie musisz odpowiadać na wszystkie. Wybierz to, które w tej chwili najbardziej Cię porusza.

  1. Czy potrafię odróżnić to, co mogę zrobić dla naszej relacji, od tego, co wymaga decyzji i zaangażowania drugiej osoby?

  2. Czy zdarza mi się rezygnować z własnych potrzeb lub granic, aby zapobiegać trudnym emocjom partnera?

  3. Czy moja troska jest przede wszystkim świadomym wyborem, czy czasami sposobem na uniknięcie konfliktu, odrzucenia albo utraty więzi?

  4. Czy widzę konkretne przejawy wzajemnego zaangażowania, czy częściej opieram się na nadziei, że kiedyś się pojawią?

  5. Gdybym przestał wykonywać za nas oboje to, co rzeczywiście wymaga współdziałania — co mogłoby się ujawnić o naszej relacji?

Odpowiedzi nie muszą prowadzić do natychmiastowych decyzji.

Czasami pierwszym krokiem jest samo zauważenie wzorca, który wcześniej wydawał się naturalną częścią miłości.

OD REFLEKSJI DO WYBORU

Zobacz. Zrozum. Wybierz.

01

Zobacz

Zauważ, w jakich sytuacjach zaczynasz przejmować odpowiedzialność za więcej, niż rzeczywiście do Ciebie należy.

Zwróć uwagę na własne emocje, napięcie w ciele, impulsy do wyjaśniania, ratowania lub zapobiegania konfliktom.

02

Zrozum

Spróbuj rozpoznać, co skłania Cię do takich zachowań.

Czy jest to troska? Lęk? Poczucie winy? Dawne przekonanie, że bliskość trzeba nieustannie podtrzymywać własnym wysiłkiem?

Nie oceniaj siebie. Postaraj się zobaczyć, jaką funkcję pełni dany sposób reagowania.

03

Wybierz

Zastanów się, co możesz zrobić inaczej, pozostając w zgodzie ze swoimi wartościami.

Może będzie to spokojne wyrażenie potrzeby.

Może postawienie granicy.

Może rezygnacja z kolejnego wyjaśniania czegoś, co zostało już jasno powiedziane.

A może uznanie, że dalsze wspólne działania wymagają gotowości drugiej osoby.

Nie chodzi o to, aby przestać troszczyć się o relację.

Chodzi o to, aby troska nie wymagała rezygnacji z siebie.